Najnowsze
Komentarze
- Wystawy Romana Mirowskiego | Roman Mirowski - KOŚCIOŁY Z SOBOTAMI
- Pan Samochodzik i Szatański Plan – Jerzy Seipp – ZNienacka - PIOTRKÓW TRYBUNALSKI Kościół farny
- 163 ITALIA 25 FLORENCJA 1 Kaplica Pazzi „En trois quart” | Roman Mirowski - FLORENCJA
- WŁOCHY | Roman Mirowski - FLORENCJA
- Все, чого ви ще не знали про Божу Матір Ченстоховську | CREDO - CZĘSTOCHOWA Jasna Góra – Pomnik Prymasa Wyszyńskiego
01. NA KRESACH – SKOROJTYSZKI
Autor: Roman Mirowski
Brak obiektywizmu w sprawach interpretacji historii jest właściwie tak samo stary jak ona sama, niemniej jednak perfekcjonizm w tym zakresie był atrybutem państw totalitarnych. Hitlerowskim Niemcom przytrafiało się to nader często. Bywało, że niemieccy archeologowie w pośpiechu zasypywali rozpoczęte wykopaliska, bowiem zamiast oczekiwanych germańskich śladów, dokopano się świadectw słowiańskiej przeszłości ziem ponoć „rdzennie niemieckich”. Przypomnijmy też spór z czasów okupacji, zresztą dość jednostronny, bo nauka polska nie miała wówczas sposobności do przedstawienia swoich dowodów, o narodową tożsamość Mikołaja Kopernika. Zresztą i my, Polacy, nie pozostawaliśmy całkowicie bezgrzeszni – po przesunięciu polskich granic poza tak zwane Ziemie Odzyskane, oprócz odszukiwania autentycznych dowodów na polskość tych terenów, byliśmy świadkami dorabiania „słusznych” poglądów do politycznych potrzeb; sięgając po przykład – pisano wówczas o piastowskim Szczecinie czy Pomorzu.
Jednak nikt, chyba nawet Goebbels, nie byłby w stanie dorównać w propagandowych wysiłkach ” towarzyszom radzieckim”. Potrafili oni wspiąć się na niedoścignione wyżyny kłamstwa w sprawie Katynia i innych miejsc kaź-ni, wspaniale tez radzili sobie z „internacjonalistycznym” odbieraniem Kresom najdrobniejszych nawet związków z polskością. Robiono to w interesie zarówno klasowym /Polacy na Kresach w języku ich propagandy byli „ob-szarnikami i wyzyskiwaczami”/ jak i w interesie narodowym, bowiem mimo oficjalnego internacjonalizmu, sowieckie władze dzielnie kontynuowały rusy-fikatorskie zapędy, zlikwidowanego wcześniej z całym okrucieństwem caratu. Najlepszym sposobem na pozbycie się kłopotliwych i niepożądanych polskich śladów – w przypadku zabytków architektury – było pozostawienie ich bez opieki i niezbędnej konserwacji. Czas i czynniki atmosferyczne dopełniły reszty – niechciany obiekt przestawał istnieć. W ten właśnie sposób „umarło” ich więcej, choć też było mnóstwo przypadków niszczenia ce3lowego, pod ja-kimkolwiek pretekstem, na przykład, ze tam akurat przechodzić musi projek-towana autostrada, obwodnica czy linia kolejowa.
Już Gorbaczowowska „pierestrojka” sprawiła, że pod koniec lat osiemdziesiątych tereny Kresów otworzyły się przed Polakami. Z roku na rok malały ograniczenia, by w reszcie w latach dziewięćdziesiątych ziemie te stały się niemal normalnie dostępne. Używam słowa „niemal” bo sam brak admini-stracyjnych zakazów długo jeszcze nie będzie w stanie zastąpić odpowiedniej sieci dróg, hoteli i restauracji. Nie da także zwiedzającym gwarancji bezpie-czeństwa przed wszelkiego autoramentu lokalnymi mafiosami, nie mniej groźnymi, a może nawet bardziej okrutnymi w działaniu, od opisywanych przez Sienkiewicza tatarskich zagonów. Choć na pełne i „bezwarunkowe” otwarcie Kresów dla wszystkich przyjdzie jeszcze nieco poczekać, to naukowcy, fotograficy czy studenci na praktykach mogli już przystąpić do pracy, a dla nas pojawiła się szansa na „skonsumowanie” ich wysiłków. Dla przykła-du – naukowcy z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego i z Zamku na Wawelu zinwentaryzowali już ponad pięćset zabytków, w tym nie-które całkowicie nieznane, a przecież w „kresowych eskapadach” bierze udział nie tylko Kraków, ale niemal wszystkie polskie ośrodki naukowe.
Dzięki wszechstronnej pomocy, w tym również finansowej, świadczonej prze polskie firmy pracujące na terenach Kresów, odbudowano już szereg zabytków, a poprawiający się z dnia na dzień klimat polityczny /może za wyjątkiem „komunistycznego skansenu” jakim jest Białoruś/ gwarantuje, ze ich ilość będzie rosnąć. Można tez żywic nadzieję, że charakterystyczne dla nowopowstałych państw tendencje nacjonalistyczne na zawsze ustąpią miejsca wspólnej trosce o kulturowy dorobek ludzkości, niezależnie od tego, który naród go stworzył.
W rozpoczynanym dzisiaj cyklu „Na kresach” chciałbym zaprezentować polska architekturę, a więc obiekty architektoniczne w jakiś sposób – z Pol-ską, czy polskością – związane. Obiekty których fundatorem, właścicielem, użytkownikiem czy autorem – był Polak, lub osoba związana nierozerwalnie z polska historią. Będą to kościoły, zamki. Pałace lub dwory – rzadziej budynki miejskie, choć na niektórych częściach Kresów, albo też nazywając je inaczej, Ziem Utraconych /jak choćby Lwów czy Wilno/ udział polskiego mieszczaństwa w kulturowym dorobku był również bezsporny. Na wielu jednak zie-miach kresowych siedliskiem, a także miejscem promieniującej na okolice polskości, był szlachecki dwór. Z tej też chyba przyczyny dwory należały do obiektów najstaranniej niszczonych przez – najpierw carskich zaborców, a potem przez sowieckich barbarzyńców.
Dobrym i dość charakterystycznym – przykładem szlacheckiego gniazda, był niewielki dworek w Skorojtyszkach, w dawnym księstwie żmudzkim położony, około 10 kilometrów na północny wschód od Rosieni. Nazwa miejscowości pochodzi od rodziny Skoroyciów, pierwszych właścicieli tych dóbr. Potem dzierżyli je Gapszewiczowie a następnie Syriatowiczowie, z którego to rodu Tekla wyszła w pierwszej połowie XIX stulecia za Jana Billewicza herbu Mogiła, wnosząc do tego małżeństwa Skorojtyszki jako wiano. Po owdowieniu starszemu synowi przeznaczyła mężowskie Stefaniszki, a swój posag przepisał Urszuli, córce młodszego syna, Franciszka, ożenionego z Kunegundą Piłsudską.
Murowany dwór, który istniał do II wojny światowej, zbudowany został pod koniec lat trzydziestych XIX stulecia właśnie przez Teklę Billewiczową. Był on oparty na planie prostokąta i posiadał dziewięć osi okiennych. Był parterowy /w części środkowej piętrowy/, posiadał też wysokie sutereny. Nakrywał go czterospadowy dach. Środkową część zaakcentowano portykiem kolumnowym. Rozstaw kolumn nie był jednakowy – środkowe interkolumnium było znacznie szersze od skrajnych. Detal architektoniczny zastosowano raczej skromny – belkowanie i tympanon były gładkie; nieco bardziej dekoracyjnymi elementami były tylko gzyms wieńczący i oprofilowania okienne.
O wnętrzach dworu bardzo niewiele wiadomo. Pewne jest, ze znacznie ucierpiały już dwadzieścia parę lat po wybudowaniu dworu, w powstaniu styczniowym. Rosjanie zrabowali wówczas niemal wszystko, co wynieść się dało. Ocalał fortepian, stary zegar, pojedyncze meble i nieco książek. To co uratowano i ponownie zgromadzono, poszło z dymem podczas I wojny światowej. Ostatnim właścicielem dworu był Franciszek Kontrym hrabia Konopacki.